I już po Zimowym Zjeździ na który tak czekałam. I nie rozczarowałam się. Było wspaniele. Wspaniali ludzie, wspaniałe chwile, wspaniałe uwielbienia. Wspaniay Bóg. Dużo śmiechu, dużo zabawy, ale też dużo przemyśleń. Mało snu, mało jedzenia i mało wygód. Ale czego się nie robi ? To urok takich wyjazdów :) Ten czas naprawdę dużo mi dał i bardzo umocnił. Cieszę się, że pojechałam. Za rok też będę. Protestanic, zielonoświątkowcy czy jakich tak się zowie to nie sekta wcale, normalny kościół, który wierzy w tego samego Boga, a różni się od nas tylko pod względem spowiedzi, kultu matki Boskiej oraz stanu cywilnego pastorów.
Teraz już powrót do rzeczywistości. Spadł śnieg znowu. Dziś występ chóru w hospicjum.Choć wszyscy się nim zachwycali to mi się wydaję, że tak dobrze to nie było. Te dzieciaki w ogóle nie uważają i fałszują non stop. Ja tam jakoś utalentowana nie jestem i słuchu też nie mam nadzywczajnego, ale jeśli już nie do końca pamiętam melodię to przynajmniej się skupiam. No ale.. może będzie lepiej.
No i zastanawiałam się na zostaniem wolontariuszką w takim hospicjum, ale jednak trochę się boję, a moja mama powiedziała, że jestem za młoda, więc nie wiem... jeszcze się zastanowię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz