wtorek, 22 lutego 2011

daj się oszukać

To nie było to. I wszystko jasne.

Enter, RMF FM-m-m-m-m-m, Kajak. Czyli inteligentne rozmowy na historii. I jakże filozoficzne dyskusje na matematyce.

Mam dobry humor, co nie zmienia faktu, że chcę  wakacje! Chcę się pluskać w jeziorku, 
wystawić tyłek na wszystkich, wziąć w rękę w książkę, odpłynąć, powrócić, biegać nago po ulicy. Jeść poziomki z krzaczka, głaskać koty, leżeć w trawie, zrywać stokrotki, patrzeć w słońce dopóki nie stracę wzroku, zapomnieć co to zegarek. Trzecią klasę gimnazjum i cholerne egzaminy mieć już za sobą.

Czasu jednak nie oszukam, niestety. Trzeba to wszystko przyjąć na klatę i dotrzymać do tych, cudownych dwóch miesięcy. I mieć wszystko głęboko, bardzo głęboko w czterech literach!

sobota, 12 lutego 2011

nocny pociąg do snu, nocny pociąg do marzeń

To był miły dzień. Jakiś taki napawający optymizmem. Nie wiem nawet czemu. Był zwyczajny. Zwyczajne odwiedziny babci. Zwyczajna wycieczka pttk. Zwyczajny obiad w rodzinnym gronie. Zwyczajne pisanie pracy. Zwyczajne siedzenie na kompie. Zwyczajna sobota.

Jednak. Szczęśliwa jestem. Tak po prostu. Jeszcze tylko trochę więcej wiary i optymizmu.

piątek, 11 lutego 2011

gdzieś w środku

Gdzieś w środku coś mi mówi, że marnuję swój czas. Skończyłam dziś pewną książkę, nieważne jaką... W każdym razie poruszała ona wiele naprawdę istotnych kwestii, dotyczących życia. I tak sobie teraz myślę, że nie wiadomo ile Bóg przeznaczył dla mnie lat. Ja wszystko odkładam na później. Kiedyś będę robić to i to. I tak jest często i to jest zła postawa... trzeba korzystać, póki się może. Wykorzystywać każdą minutę, każdą sekundę. Niestety, nie ukrywam, że pewnie więcej dni dotychczas zmarnowałam. I to trzeba zmienić : ) Nie wiem jeszcze jak, ale...

a ja nie chciałabym tak, po prostu po prostu przeminąć

Pierwszy tydzień ferii był do bani. Dziesięć dni chorowania w domu to zdecydowanie za dużo. Ale drugi był milion razy lepszy. Wyjazd do Poronina z family był bardzo udany. Narty, łyżwy, wycieczki. Uwielbiam to, powiem. A góry... góry chyba bardziej kocham niż morze. Nie wiem, co się na to składa. Ale w górach po prostu czuję się szczęśliwa. Nie wiem, nie umiem tego opisać, bo nie jestem pisarką. Więc w trzech słowach... góry the best!

Ferie zbliżają się końcowi. Niestety. Perspektywa pójścia do szkoły, tej wielkiej szkoły wcale mi się nie podoba. Takie życie. Pewnie jako stara babcia będę wspominać szkolne czasy ze wzruszeniem. Trzeba przyznać, że bez niej byłoby nudno. 

Ciao, idę pisać lub próbować pisać pracę.