sobota, 30 lipca 2011

the journey

Jutro wyjeżdżam. Najpierw będziemy w Czaplinie Małym, czyli w jakiejś wsi nad morzem, w zachodnio-pomorskim. Ostatnio byłam nad morzem trzy lata temu, więc już nie mogę doczekać się leżenia na plaży, moczenia w lodowatych wodach Bałtyku i czytania jakiejś fajnej książki. Raj na ziemi? Tak czy siak, mam nadzieję, że będzie miło. Następnie na jeden dzień skoczymy do Berlina, a później zaś podróż w ciemno wzdłuż zachodniej granicy Polski. Nie mamy zarezerwowanych żadnych noclegów i ani żadnych konkretnych planów. Na razie.

W każdym razie MA BYĆ FAJNIE. 
Ten rok będzie ciężki, tak mi się wydaję, więc teraz chcę miło spędzić czas!



Mam tyle marzeń, tak mało się spełnia...

No to, na północ!

piątek, 29 lipca 2011

piękne są tylko chwile

Czas leci jak szalony, oczywiście, kiedy są wakacje. Już połowa za nami. Na razie ta połowa.. no cóż, niezbyt fascynująca i tak dalej. No oprócz Dębowca, rzecz jasna, bo to był wspaniały czas. Niestety- było, minęło. Ale wróci. Za rok. No a późniejsze dni lipca takie sobie, nijakie, za rok nawet nie będę pamiętać, co wtedy robiłam.
 ***
A dziś było tak ładnie i Kraków jeszcze ładniejszy był niż zwykle. Zwłaszcza nad Wisłą, na Kazimierzu. To będą w sumie teraz 'moje' okolice. Już się boję.
***
W niedzielę jadę sobie siną dal, w Polskę. Tak jest fajnie.
 ***
No i to by było na tyle. Życie wróciło do normy, a ja nie lubię normy.

W życiu piękne są tylko chwile.
ile w tym prawdy!