poniedziałek, 31 października 2011

Zimowe sentymenty




Długie, zimowe wieczory przed nami. Czas przygotować grubą czapkę, rękawiczki i szalik. Czas wypatrywać pierwszego śniegu i jak już spadnie go odpowiednia ilość- ulepić wreszcie porządnego bałwana jak się patrzy! Później będzie grudzień i przyjdą święta Bożego Narodzenia. Takie miłe dni z kolędami, rodziną i prezentami. 




 Czas przygotować stosik książek do czytania w długie wieczory, wyjąć z szafy gruby koc i kupić 
 kilogramy mandarynek! Oj, no zima wcale przecież nie musi być taka zła. Sanki, łyżwy, narty, śnieżkowe bitwy. Wszystko takie miłe. A ja jestem taka sentymentalna! 

czwartek, 27 października 2011

październikowe przesilenie

Jestem zdania, że przydałaby się jednak przerwa jesienne. Po prostu jeden chociażby tydzień wolnego byłby dla mnie zbawieniem!

Ale jest miło, tylko tak zimnooo się już robi. Brrr

niedziela, 23 października 2011

Kasia Nosowska

Wczoraj już czwarty raz spotkałam, zobaczyłam Kasię Nosowską! Dotąd były to zawsze koncerty Hey, teraz zaś był to jej solowy występ w ramach trasy, promującej jej kolejną płytę "8".


Było cudownie, wspaniale, niepowtarzalnie, magicznie! Dla takich chwil warto żyć. Kasia to Artystka, przez duże A. Jest genialna, taka utalentowana, inteligenta, a przy tym niezwykle skromna, sympatyczna i taka zwyczajna. Kocham ją całym sercem, to mój wzór, moja idolka, moje guru. Kiedyś to ją będę wspominać jako gwiazdę swej młodości, muzyczną miłość- właściwie nie tylko młodości, myślę, ze nawet całego życia.
Wspaniała kobieta, czekam, czekam z niecierpliwością na kolejny koncert <3


Kocham Cię, Kasiu. Dziękuję za już czwarty i jak zawsze świetny występ. Podziwiam Cię. Fajnie, że jesteś, że robisz taką genialną muzykę, piszesz takie dosadne, takie niebanalne i piękne teksty. I dajesz mi tyle emocji.


Koncert Nosowskiej/ Hey = KATHARSIS

sobota, 15 października 2011

jesiennie, melancholijnie, marzycielsko...

Jesień pełną parą. Drzewa coraz bardziej gołe, kolorowo za to pod stopami. Ptaki coraz mniej słychać. Coraz zimnej i zimniej. Coraz ciemniej rano, coraz ciemnej wieczorem. Coraz rzadziej słońce nas odwiedza, coraz częstszym gościem są chmury. Coraz zimnieeej. I tak sobie żyjemy w tym Krakowie, czekamy na śnieg pierwszy, który doda jeszcze więcej uroku naszemu, staremu miastu. Wstajemy rano, idziemy do szkoły, pracy. Tak sobie żyjemy. Szkoła, dom, szkoła, dom. Nie jest źle, choć liceum daje się we znaki coraz bardziej, a lenistwo nie daje za wygraną i to się robi stresujące, ale ja się wezmę w garść, w końcu kiedyś trzeba. Czas mi mija więc na nauce, hiszpańskim i podziwianiu pięknego G. Hiszpana, który jest moim przyszłym mężem. Tak, ja już zaplanowałam naszą przyszłość. Wiem, że jestem dziwna, ale w takim razie dziwne jest pół świata. Tak sobie żyję i czekam na śnieg, na Gwiazdkę też, znam coraz więcej słów, zwrotów i zasad gramatycznych z hiszpańskiego. Myślę sobie o przyszłości i choć kompletnie nie wiem, co w niej będzie to staram się odważnie w nią patrzeć, nie bać się i myśleć "zawsze i wszędzie damy radę". I tak będzie! : )

sobota, 8 października 2011

de mi viajes II



Norwegia



Norweskie fiordy.


Miasteczko Bergen... 

..i sama północ Norwegii.

Szwajcaria


Zurich.

  
Górskie krajobrazy i urocze, alpejskie miasteczka.






sobota, 1 października 2011