sobota, 15 października 2011

jesiennie, melancholijnie, marzycielsko...

Jesień pełną parą. Drzewa coraz bardziej gołe, kolorowo za to pod stopami. Ptaki coraz mniej słychać. Coraz zimnej i zimniej. Coraz ciemniej rano, coraz ciemnej wieczorem. Coraz rzadziej słońce nas odwiedza, coraz częstszym gościem są chmury. Coraz zimnieeej. I tak sobie żyjemy w tym Krakowie, czekamy na śnieg pierwszy, który doda jeszcze więcej uroku naszemu, staremu miastu. Wstajemy rano, idziemy do szkoły, pracy. Tak sobie żyjemy. Szkoła, dom, szkoła, dom. Nie jest źle, choć liceum daje się we znaki coraz bardziej, a lenistwo nie daje za wygraną i to się robi stresujące, ale ja się wezmę w garść, w końcu kiedyś trzeba. Czas mi mija więc na nauce, hiszpańskim i podziwianiu pięknego G. Hiszpana, który jest moim przyszłym mężem. Tak, ja już zaplanowałam naszą przyszłość. Wiem, że jestem dziwna, ale w takim razie dziwne jest pół świata. Tak sobie żyję i czekam na śnieg, na Gwiazdkę też, znam coraz więcej słów, zwrotów i zasad gramatycznych z hiszpańskiego. Myślę sobie o przyszłości i choć kompletnie nie wiem, co w niej będzie to staram się odważnie w nią patrzeć, nie bać się i myśleć "zawsze i wszędzie damy radę". I tak będzie! : )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz