Gdzieś w środku coś mi mówi, że marnuję swój czas. Skończyłam dziś pewną książkę, nieważne jaką... W każdym razie poruszała ona wiele naprawdę istotnych kwestii, dotyczących życia. I tak sobie teraz myślę, że nie wiadomo ile Bóg przeznaczył dla mnie lat. Ja wszystko odkładam na później. Kiedyś będę robić to i to. I tak jest często i to jest zła postawa... trzeba korzystać, póki się może. Wykorzystywać każdą minutę, każdą sekundę. Niestety, nie ukrywam, że pewnie więcej dni dotychczas zmarnowałam. I to trzeba zmienić : ) Nie wiem jeszcze jak, ale...
a ja nie chciałabym tak, po prostu po prostu przeminąć
Pierwszy tydzień ferii był do bani. Dziesięć dni chorowania w domu to zdecydowanie za dużo. Ale drugi był milion razy lepszy. Wyjazd do Poronina z family był bardzo udany. Narty, łyżwy, wycieczki. Uwielbiam to, powiem. A góry... góry chyba bardziej kocham niż morze. Nie wiem, co się na to składa. Ale w górach po prostu czuję się szczęśliwa. Nie wiem, nie umiem tego opisać, bo nie jestem pisarką. Więc w trzech słowach... góry the best!
Ferie zbliżają się końcowi. Niestety. Perspektywa pójścia do szkoły, tej wielkiej szkoły wcale mi się nie podoba. Takie życie. Pewnie jako stara babcia będę wspominać szkolne czasy ze wzruszeniem. Trzeba przyznać, że bez niej byłoby nudno.
Ciao, idę pisać lub próbować pisać pracę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz