poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Sunny days









Jak pięknie jest na polu! Co prawda 30 stopni to na koniec kwietnia dość zwariowana temperatura i ja prawie się topię, ale nie ma co narzekać. Jest piękne słońce, wszystko kwitnie. A w dodatku mam wolne- żyć, nie umierać. 


Ostatnio skręcałam takie diody z Marysią i Pawłem i zarobiłam sobie prawie stówę, więc mam zamiar się wybrać na jakieś zakupy po ciucholandach i księgarniach. Wiem, że pieniądze szczęścia nie dają, ale perspektywa tego jest bardzo miła.
A więc weekend majowy jest w trakcie. Oby trwał jak najdłużej! Jutro jadę z rodzicami do Kazimierza Dolnego, gdzie jest pięknie, więc bardzo się cieszę.


Ja tu sobie tak piszę i mam dobry humor, ale jak myślę o mojej koleżance z Adze z klasy.. to aż mi wstyd. Wczoraj się dowiedziałam, że zmarła właśnie jej mama... a od 8 lat nie ma już taty. Nie mogę w to uwierzyć. W czwartek z nią wracałam autobusem, była wesoła i nawet nie mogę sobie wyobrazić, co teraz przeżywa. Jutro jest pogrzeb i Baśka z Roksaną idą. Ja też bym poszła, ale nie mogę przez ten Kazimierz. Strasznie mi jej żal, dobrze przynajmniej, że mam dwudziestoparoletniego brata, ale co to za pocieszenie w takiej sytuacji?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz