czwartek, 24 maja 2012

will be good

Trzeba się wziąć za siebie. Pod wieloma względami. Przede wszystkim powinnam popracować nad silną wolą i pracowitością, bo to ile czasu tracę na pierdoły, siedzenie przed komputerem i tak dalej jest po prostu żenujące. Te cenne godziny mogłabym wykorzystać na rzeczy o wiele ważniejsze, pożyteczniejsze, ciekawsze i rozwijające! Uczyć się więcej (szczególnie matematyki), więcej się ruszać, czytać jeszcze więcej, rozwijać pasje, spędzać czas z ludźmi a nie z komputerem czy bohaterami serialów (którzy, swoją drogą, są cudowni... ale wokół siebie mam równie cudowne osoby, w dodatku prawdziwe). Druga rzecz to bycie bardziej aktywną. Sport, ruch, zdrowie! Jestem jedną z tych zasiedziałych osób, których jest teraz tak dużo. A ja chcę być zwinna, szczupła, rześka i zdrowa. Dlatego chcę jeść mniej, a zdrowiej, ruszać się o wiele więcej i nie siedzieć tyle, ile mi się to zdarza. Wiele rzeczy trzeba zmienić, ale nie wszystko naraz. I tak wydaję mi się, że to co napisałam powyżej to dla mnie za dużo. Mam przecież strasznie słabą wolę.


A za tydzień, w następny piątek jadę, przepraszam, lecę do Gdańska! I jakże się cieszę! Kolejny piękny weekend! Cztery dni w Gdańsku, które pozwolą mi się oderwać od Krakowa, szkoły i innych problemików! Milusio.


W ten zaś weekend jadę do Zasania na noc i będę uczyć się na sprawdzian z matmy z prezerwami na książkę. I się super wyśpię, w tej ciszy i świeżym powietrzu! A jutro robię pizzę z brokułami i fetą i będzie pyszna. Teraz natomiast czas na randkę z hiszpańskim  i wkuwanie słówek oraz powtórzenie sobie informacji o Makbecie na kartkówkę z polskiego. Zatem adios!













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz